Emocjonalna przyjemność – arcydzieło 16. Sacrum Profanum

Emocjonalna przyjemność – arcydzieło  16. Sacrum Profanum

Ten projekt to smutna historia, choć z happy endem. Na koncert, którego tematem był pieniądz w sztuce, zabrakło funduszy na innym festiwalu, nie udało się też zebrać nawet połowy potrzebnej sumy metodą crowdfundingu. Festiwal Sacrum Profanum postanowił go jednak doprowadzić do końca. Był to pieczołowicie zakomponowany spektakl – całkiem świadomie używam tego słowa, bo „koncert” kojarzy nam się ciągle z czymś dużo mniej złożonym – relacjonuje Adam Suprynowicz, dziennikarz Polskiego Radia.

 

Sacrum Profanum 2018 – dzień szósty

Początek koncertu Spółdzielni Muzycznej zaskoczył niejednego. Wykonawcy stali pod ścianą ze spuszczonymi głowami, gdy odtwarzano wiązankę popularnych melodii w ich wykonaniu. Widzieliśmy ich na ekranie i słyszeliśmy: El Condor Pasa, Polkę Dziadek oraz inne hity. To kompozycja Piotra Peszata try to watch this without crying która skutecznie zagrała z poprzedzającymi refleksję emocjami. Muzycy powinni przecież zajmować się wysoką sztuką i nie myśleć o wynagrodzeniu. Lubimy ich zawstydzać, kiedy „chałturzą”. Czujemy się wręcz w obowiązku.

Ten projekt to smutna historia, choć z happy endem. Na koncert, którego tematem był pieniądz w sztuce, zabrakło funduszy na innym festiwalu, nie udało się też zebrać nawet połowy potrzebnej sumy metodą crowdfundingu. Festiwal Sacrum Profanum postanowił go jednak doprowadzić do końca. Był to pieczołowicie zakomponowany spektakl – całkiem świadomie używam tego słowa, bo „koncert” kojarzy nam się ciągle z czymś dużo mniej złożonym. Utwory (wszystkie niezłe) łączył czytelny wspólny wątek, całość przerywano blokami reklamowymi, co tworzyło klarowne pole odniesienia. Szczególną spójnością zwrócił moją uwagę utwór Marty Śniady Probably the most beautiful music in the world – mocny, rytmiczny, przyjemnie wyważony między stylistyką kompozytorskiej awangardy a dyskretnymi aluzjami do popularnej elektroniki. Na ekranie pojawiały się, prezentowane w erotycznej otoczce (seks wszystko sprzeda), autentyczne hasła reklamowe, które z czasem zaczynały naturalnie ewoluować w język marketingu sztuki. „Prawdopodobnie najlepsza atonalna muzyka zaprojektowana dla emocjonalnej przyjemności – bo zasługujesz na arcydzieło” – to tylko próbka tekstu tej precyzyjnej, krytycznej kompozycji. Wielki plus dla Spółdzielni Muzycznej za wykonanie całości – nie po raz pierwszy zresztą.

Zapowiadanej opery Aleksandra Nowaka do libretta Olgi Tokarczuk wyczekiwaliśmy od dawna. Śledzę i cenię twórczość tego kompozytora, nie zaskoczył mnie więc tradycyjną wokalnością, w którą coraz mniej wierzę, ale w jego muzyce potrafi jakoś magicznie ożyć. Jest w tej partyturze wiele momentów zachwycających, jak dialog Inanny z siostrą czy kwartet w scenie Nishubur w niebiosach. Wrażenie robi też chwilami eklektyczna, zmienna estetyka orkiestry. Nowak potrafi połączyć bogatą sonorystykę z melodią w efektowny, czytelny przekaz. Mocno zaniepokoił mnie jednak musicalowy melodramatyzm niektórych scen (kulminujący w zakończeniu). Za łatwe to razem ze słowem pisarki, pięknym i bogatym w sens. Za ładne. W takich chwilach przestaję wierzyć muzyce.

Poziom wykonawczego przygotowania utworu był najwyższy, niestosownie wyróżniać tutaj kogokolwiek. Zabrakło pracy nad wymową angielską, to duży minus tej produkcji. Resztę zmilczę – we wszystkich językach, które znam.

Adam Suprynowicz (Polskie Radio)

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *