Duża dawka improwizowanej muzyki. Sacrum Profanum Kraków 2018

by admin
0 comment

„Duch Meduzy złożony został z podobnej wielości barw, efektów brzmieniowych i ekspresyjnej gry, ale został wzbogacony o sterowaną na żywo elektronikę, która multiplikowała i przetwarzała dźwięki grane przez muzyka” tak o koncercie Meduza pisze Adam Suprynowicz, dziennikarz Polskiego Radia, który dzień po dniu będzie relacjonował festiwal jego uczestnikom. Zapraszamy do lektury.

Sacrum Profanum 2018 – dzień pierwszy

Zaczęło się. I to od dużej dawki złożonej, częściowo improwizowanej muzyki. Cały pierwszy dzień festiwalu upłynął pod znakiem mistrzów polskiej awangardy lat 60. i tego, co wnieśli do historii muzyki także w kolejnych dekadach. Trzy wielkie nazwiska: Szalonek, Schaeffer i Penderecki. Kompozycje połączone tym, że pozostawiają sporo do powiedzenia wykonawcom.

Mityczna Meduza budziła przerażenie. Dominik Strycharski zmierzył się z jej obrazem zawartym w utworze Głowa Meduzy Witolda Szalonka. Kompozycja ma być psychologicznym portretem mitycznej Gorgony. Flecista niemal wcielił się w tytułową postać, wkładając w swoje wykonanie ogromny ładunek emocji i zrozumienie dramaturgicznego sensu brzmień obmyślonych przez Szalonka. Efekt wgniatał w fotel dzięki wirtuozerii solisty i przekonująco zbudowanej opowieści. Nie słyszałem dotąd mocniejszej i tak porywającej interpretacji tego utworu.

Dominik Strycharski przyjął utwór Szalonka za obiekt dalszej reinterpretacji. Jego Duch Meduzy złożony został z podobnej wielości barw, efektów brzmieniowych i ekspresyjnej gry, ale został wzbogacony o sterowaną na żywo elektronikę, która multiplikowała i przetwarzała dźwięki grane przez muzyka. Elektronikę trochę „zanieczyszczoną”, pełną nagłych zmian i przesunięć. Świetna rzecz, choć pewnie wymagająca jeszcze dopieszczenia, może lekkich skrótów.

Drugi koncert przyniósł dalsze przetworzenia klasyki polskiej muzyki. Tym razem odwołano się do legendarnych Actions Krzysztofa Pendereckiego – jedynej kompozycji, w której wrażliwość kompozytora, wtedy jeszcze sonorystyczna, styka się ze światem free jazzu. Słynne wykonanie premierowe (z 1971 roku) podobno jednak zawiodło kompozytora. W Krakowie wyzwanie podjęła Fire! Orchestra saksofonisty Matsa Gustafssona. Wcześniej artyści wykonali dziewięć grafik muzycznych z przebogatego dorobku Bogusława Schaeffera. Abstrakcyjne układy wieloznacznych symboli i niesfornych kresek dają wielkie pole do popisu, jednak inwencją wykonawców rządziła tego wieczoru ekonomia środków. Część interpretacji wydawała się dość solenna i ostrożna; wyróżniała się spośród nich solowa miniatura klarnetu basowego (Christer Bothén) i momenty gry całego zespołu.

Konfrontacja dwóch sposobów myślenia: twórcy muzyki partyturowej i wykonawców przyzwyczajonych do improwizacji to zawsze artystyczne ryzyko. W Actions Pendereckiego najciekawsze były te fragmenty, w których wyraziście dawała o sobie znać sekcja rytmiczna – wtedy muzycy Fire! grali z największą swobodą. Zachwycił mnie też dialog samego Gustafssona z grającą na saksofonie altowym Anną Högberg. To był początek kulminacji utworu i zwieńczenia pierwszego barwnego dnia festiwalu.

Adam Suprynowicz (Polskie Radio)

fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus
fot. Michał Ramus

Related Posts

Ta strona korzysta z ciasteczek (plików cookie) aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Jeśli nie chcesz instalować tych plików, przejdź do ustawień swojej przeglądarki. Akceptuję Czytaj więcej