Prapremiera przedstawienia “Wielgånoc po krakosku”… „Emaus wiecznie żywy”

22 kwietnia o godz. 16.00, dzięki uprzejmości i pomocy Proboszcza Księdza Kanonika Stanisława Sudoła oraz zaangażowaniu wielu ludzi i instytucji mieszkańcy Krakowa spotkają się na Emausie na dziedzińcu Klasztoru Sióstr Norbertanek, by wspólnie obejrzeć prapremierę przedstawienia “Wielgånoc po krakosku”, które napisał nieoceniony pasjonat i znawca gådki krakoskiej, naszej regionalnej kultury, tradycji i historii, Zbigniew S. Grzyb. Po przedstawieniu odbędzie się koncert muzyczny, a w trakcie całego wydarzenia prowadzący spotkanie oraz ich goście, artyści, pisarze, dziennikarze i historycy będą opowiadać o kulturze i tradycji Świąt Wielkiej Nocy w Krakowie i na Zwierzyńcu.

W przestawieniu udział wezmą:
„Gawędziarze i Śpiewacy” z Grębynic oraz uczniowie z 2 grup teatralnych ze Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Radziemicach oraz grup teatralnych przy Centrum Kultury i Wypoczynku w Proszowicach pod opieką Katarzyny Duch i Elżbiety Zagórskiej i Olek Makino Kobyliński.

Całość poprowadzą: Katarzyna Siwiec, Andrzej Kozioł i Michał Kozioł.

Wydarzenie wspierają: Urząd Miasta Krakowa, Biblioteka Kraków, miesięcznik „Kraków” i Rada VII Dzielnicy Krakowa Zwierzyńca.

Wydarzenie organizuje Stowarzyszenie “Bene Tibi”, Rada VII Dzielnicy Krakowa – Zwierzyńca, Zbigniew S. Grzyb i Jarek Sokół.

__________

Zdjęcia pochodzą z zasobów Działu Fotografii Krakowskiej – Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

Przed przeszło stu laty Seweryn Udziela, wybitny etnograf tak pisał o Emausie: „Ledwie przestąpisz most na Rudawie, już wita cię gwar i hałas, granie trąbek papierowych, piszczałek, organków, harmonijek, katarynek, świst gwizdawek, kogutków i piszczałek, wzajemne nawoływanie się, śmiechy i żarty młodzieży mieszają się z głosem przekupniów, wychwalających swoje zabawki i dewocjonalia, pomarańcze, figi orzechy, cukierki, pierniki, różańce piernikowe i inne rzeczy, któremi obładowane są kramy i stoły, wzdłuż całej długiej ulicy zwanej Półwsiem Zwierzynieckiem ustawione.

Tu wabią oczy piękne figurki Krakowiaków i Krakowianek, Łobzowianów i Łobzowianek przystrojonych w narodowe stroje, postaci ryb, psów, papug, kaczek, kanarków i.t.p wyrobionych z gliny i żywemi barwami pomalowanych przez domorosłego artystę z Zakrzówka, tam zaciekawiają cię sprzęty i zabawki z drzewa wyrobione i przywiezione z Podgórza, a więc łopaty chlebowe, topory, siekierki, kilofy, oskardy, taczki, wózki, grabie, sikawki, bryczki, kołyski, łóżka, bąki, pajace, lalki – nie brak też rzeczy dla użytku kuchennego, jak odcedzaki, rogalki (!), kropidła, wałki do ciasta i.t.p. – Dalej zobaczysz turkawki, żabki, baloniki, szafy, szafki, statki, kanapki dla lalek, tu śmiech wzbudzają nieustannie kiwające się fu górki potwornie brzydkich Żydów z pejsami, czytających niby jakiś pergamin żydowskim pismem zapisany, tam piłki do gumek przytwierdzone migają się tylko, odskakując i wracając napowrót (!) do ręki sprzedającego – tu wiatraczki papierowe szumią, kręcąc się nieustannie – ówdzie od ust przekupnia, sycząc i gwiżdżąc, wyskakuje aż do twarzy przechodzących jakiś waż papierowy i zwija się nagle, jakby się gniewu ich przestraszył.”

Także w latach powojennych Emausy były głośne. Właściwie każdego roku w prasowych relacjach, jakie ukazywały się w poświąteczny wtorek można było przeczytać, że były tam: „trąby krzykliwe, piszczące bańki, instrumenty, napełniające całą ulicę Kościuszki wielkim hałasem”. W roku 1955 „Dziennik Polski” pisał „ruch jak zwykle, katarynki, piszczałki, świstawki”. Czasem odnotowano obecność orkiestry dętej, a w 1982 zauważono obecność na Emausie „Szmelcpaki”, czyli zespołu kierowanego przez zwierzynieckiego barda, Aleksandra Kobylińskiego.

Tradycyjnie, każdego roku krakowska prasa krytykowała „emausowy towar”. Pisano, że na straganach sprzedawano: „okropne bohomazy, jaskrawe oleodruki, gipsowe figurki”, albo „plastikowa tandeta made in Częstochowa”. W 1982 roku „Dziennik Polski” donosił, że „najmłodszych trudno było odciągnąć od stoisk zapełnionych plastikowymi lalkami, czołgami, telefonami, świnkami, czy koszmarnymi „pszczółkami Majami”.

Narzekano też na brak tradycyjnych zabawek. Czasem odnotowywano obecność „emauśnych żydków” – z reguły narzekając na ich wysokie, wręcz astronomiczne, ceny – albo drewnianych ptaszków, ale do dobrego tonu należało ubolewanie nad brakiem glinianych dzwonków, emausowych drzewek oraz drewnianych siekierek, kiedyś w zamierzchłych czasach sprzedawanych na dawnych Emausach. Jako zjawisko pozytywne odnotowywano działalność spółdzielni „Milenium”, która oferowała autentyczne wyroby ludowych twórców, wytworzone z tradycyjnych materiałów, czyli drewna, słomy i gliny.

W 1987 roku autor relacji z Emausu posunął się do stwierdzenia, że „Na świecie Święta Wielkanocne są okresem, kiedy organizacje pacyfistyczne urządzają marsze pokoju. Protesty przeciwko atomowej broni, walka o rozbrojenie jest nową jakością tych obejmujących cały obszar cywilizacji europejskiej świąt. Tymczasem na Emausie panował duch dozbrojenia. Korkowce, kapslowce (!) i inne pistolety obok hełmów, tarcz i mieczy dominowały na kramach”.

Michał Kozioł