Pielgrzymowali pieszo z Lipnicy Murowanej do Krakowa do grobu świętego Szymona

Poznaj Świętego Szymona z Lipnicy Murowanej – Patrona Krakowa – klik

“Wyruszyło nas z Lipnicy pięć osób. Marysia, Małgosia, Edyta, Janusz i Ja – Jacek.
Przed domem, a obecnie kościołem św. Szymona, o trzeciej nad ranem obmyliśmy się na drogę wodą ze źródła św. Szymona, pomodliliśmy się, poczym z intencjami, prośbami i podziękowaniami ruszyliśmy na szlak św. Szymona.

Czekał nas marsz na dystansie około 58 kilometrów i ten trud z uśmiechami na twarzach i pełni nadziei podjęliśmy.
Wędrując przez Lipnicę Górną dotarliśmy do Połomia Dużego, skąd przed Muchówką skręciliśmy w ciemną jeszcze o tej porze leśną drogę. Przed Królówką trasa szlaku była porośnięta wysoką trawą pełną rosy, więc wybraliśmy nieco rozjeżdżoną drogę prowadzącą od pierwszych domów.

Z wilgotnymi butami doszliśmy do asfaltu i do samej Królówki, gdzie powitały nas poranne mgły, snujące się w dolinie jeszcze przed wschodem słońca. Za Królówką zza wzgórza pokazało się słońce i po chwili zajaśniał dzień.

Przechodzimy przez przysiółki Woli Nieszkowskiej. Doliny nadal pogrążone w gęstych mgłach, a my w promieniach porannego słońca podążamy przed siebie całą szerokością pustej o tej porze drożyny.
Znajdujemy jabłka, śliwki, morele, czernice i maliny. Przyroda hojnie nas obdarza swymi darami, z których korzystamy.

W Sobolowie mamy za sobą 18 kilometrów i odpoczywamy przed sklepem, który właśnie otwarto. Mamy dobry czas, ale przed nami jeszcze około 40 kilometrów…
Doliną Stradomki dochodzimy do Raby, a za nią spokojnie wędrując mijamy drogę Gdów – Łapczyca, by niebawem dojść do Niegowici.

W miejscu pierwszej parafii Karola Wojtyły wypada także półmetek naszego szlaku. Zasiadamy zatem na stopniach kościoła, zdejmujemy buty i spożywamy lekkie drugie śniadanie. Tu odpoczywamy pół godziny, bo trud wędrówki wymaga też i chwili wytchnienia.

Wiatowice, Trąbki – gdzie przeczekujemy przejście czarnej chmury, Przebieczany i wreszcie Wieliczka. Fontannę witamy niemal jak pustynną oazę, spragnieni wody i odpoczynku. Odpoczywamy zatem, bo nasze nogi mówią “nie”, choć nasza determinacja głosem św. Szymona podpowiada “tak!”.

Za rozkopanymi ulicami Wieliczki dochodzimy do Krakowa. Tak – to już Kraków i ostatnie kilometry! Uśmiechy jeszcze na zdjęciach widać, ale gdy idziemy, na twarzach widać skupienie i zmęczenie. Ostatnią łąkę na skraju asfaltowej ścieżki wykorzystujemy na odpoczynek i regenerację sił. Opatrujemy stopy, uzupełniamy płyny i cóż – ruszamy dalej! Na nogach trzyma nas myśl, że to już niedaleko… No i św. Szymon wlewa w nas kolejne porcje niewidzialnej energii, co widzę po tych, którym już niejeden kryzys chciał podciąć nogi…

Rynek Podgórski, Wisła, a za nią… tak ostatni kilometr, który przechodzimy uskrzydleni. Wreszcie, zza ostatniego budynku wyłania się dostojna bryła kościoła O.O. Bernardynów – nasz cel – miejsce w którym pochowany jest nasz rodak i patron – święty Szymon z Lipnicy.
Dziękujemy św. Szymonowi, uśmiechnięci mimo utrudzenia. Cieszymy się, bo każdy z nas przełamał swoje słabości, kryzysy i trudy wędrówki, by zanieść tu przed ołtarz św. Szymona swoje intencje, podziękowania i prośby.

Dziękujemy Ci święty Szymonie. Też za pogodę. Deszcze, burze i ulewy grasowały po okolicach, a nas szczęśliwie ominęły.
Dziękuję Marysi, Małgosi, Edycie i Januszowi, – pielgrzymowanie z Wami to wielka przyjemność i radość która dodawała mi sił i pozwoliła wytrwać na szlaku. Pewnie też i dlatego, że szliśmy po śladach św. Szymona…”

Relacja + zdjęcia   Jacek Piotrowski