Oswajanie języka

Oswajanie języka

Język obcy to zwykle mowa innego kraju. Ale może to też być język techniki, polityki, reklamy czy propagandy. Nad tym jak go

fot. Edyta Dufaj
fot. Edyta Dufaj

oswoić i jak zamienić w poezję, zastanawiali się twórcy i tłumacze podczas trzeciego dnia Festiwalu Miłosza.

Przekład to odtwórcza praca, do której wykonywania wystarczy sama znajomość języka, talent jest zbędny – tak mówiono kiedyś. Dziś nazwisko tłumacza coraz częściej pojawia się na okładkach książek, a on sam uznawany jest za twórcę, zasługującego na uwagę krytyków i literackie nagrody. I bardzo dobrze, bo jak podczas wczorajszej debaty translatorskiej mówili Magda Heydel, Isabelle Macor i Jerzy Jarniewicz: przekład to gra o wysoką stawkę.

– Tłumacząc wiersz, wprowadzamy go do kultury danego kraju, a to ogromna odpowiedzialność – wyjaśniał Jarniewicz. – Dobry przekład sprawia, że w języku pojawia się nowa jakość. Zły zaś, kreuje fałszywy obraz autora i literatury kraju, z którego pochodzi.

– Tłumaczenie to rozpuszczanie granic, likwidowanie sztucznie tworzonych podziałów – podkreślała Magda Heydel.

Czasem te bariery trzeba zlikwidować również we własnym języku. Zrobiła to Ewa Lipska w trylogii złożonej z tomów: „Czytnik linii papilarnych”, „Pamięć operacyjna” i „Miłość w trybie awaryjnym”, w których sięgnęła po terminy, pochodzące ze świata techniki. Choć to uniwersum wydaje się być przeciwieństwem poezji, Lipska potrafiła zdobyć nad nim władzę i zaprząc do opisu niezwykle intymnych przeżyć. – Zawsze, niezależnie od form językowych, starałam się pisać o sprawach uniwersalnych, takich które będą mogły być zrozumiane przez następne pokolenia – mówiła. – Dlatego też, choć w felietonach i wywiadach komentuję współczesny świat, w wierszach wystrzegam się mówienia o polityce. Takie publicystyczne wiersze są jak ulotki, które może rozpalają emocje, ale zaraz potem błyskawicznie znikają, przestają istnieć.

Z oswajania obcego języka zrodziła się też twórczość innego festiwalowego gościa: Simona Armitage’a. Ten poeta, dramaturg i eseista, który od ponad trzech dekad diagnozuje kondycję społeczną Wielkiej Brytanii, tak opowiadał o początkach swojej twórczości:

– Widziałem, jak codzienny język jest wykorzystywany na potrzeby reklam i polityki, chciałem więc sprawdzić, czy uda się wykorzystać go w poezji – mówił Armitage. – Szukałem języka, który będzie skierowany na zewnątrz, zrozumiały również dla tych, którzy na co dzień nie zajmują się literaturą, nie wymagający skomplikowanych wyjaśnień.

Bo przecież wyjaśnianie poezji może wszystko popsuć. Tak przynajmniej twierdzi Denise Riley, poetka, badaczka teorii politycznych i feministka, której utwory cytuje m.in. Judith Butler. Artystka wczorajsze spotkanie z widzami w całości wypełniła lekturą wierszy ze swego najnowszego tomu „Szantung”, których strofy pełne są żalu, gniewu, buntu, ale i miłości.

Trzeci dzień festiwalu zamknęły nie słowa, a muzyka. Wszystko za sprawą Mikołaja Trzaski, który wraz z Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego wypełnił dźwiękami wnętrze Barbakanu.

Dziś ostatni dzień Festiwalu Miłosza. W MICET festiwalowi goście odsłaniać będą przed nami mniej znane poetyckie lądy: wysłuchamy twórczości poetek jidysz (spotkanie: Moja dzika koza. Antologia poetek jidysz), ponownie odkryjemy postać Anny Świrszczyńskiej i poznamy drugą twarz Alicja Rosé, na co dzień kojarzonej z ilustracją. A wieczorem w Centrum Kongresowym ICE dowiemy się, kto został laureatem lub laureatką Nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

admin